Przejdź do głównej zawartości

KONCERT MOJEGO IDOLA - ED SHEERAN PROSZĘ PAŃSTWA!














Niedawno moje ciche marzenia się spełniły, a dokładniej 12 dni temu! Otóż byłam na koncercie Ed'a Sheerana w Dublinie. Nadal jestem tym faktem podekscytowana i powiedzmy, że niecałe dwa tygodnie to za mało by się po takim czymś otrząsnąć. Prawda jest taka, że gdy ujrzysz swojego idola na żywo, w takim miejscu, gdzie było mniej więcej 80 000 ludzi, to trochę zapiera dech w piersiach! Po koncercie byłam niczym w amoku, szoku i nie mogłam wyjść z podziwu jak i również stadionu, bo kilkadziesiąt tysięcy podekscytowanych ludzi robiło to samo. To cudowne uczucie ujrzeć kogoś, kogo tam bardzo cenisz i przekonać się na własnej skórze, że to co robi jest cholernie dobre. Na żywo Ed brzmiał jeszcze lepiej niż na płycie o ile w ogóle tak się da! Nagłośnienie na koncercie było tak dobre, że niosło się echem przez pół miasta. W sumie nie stałam pod samą sceną, ale miałam bardzo dobre miejsce. Nie byłam za daleko i siedziałam (precyzyjniej powiedziane to: stałam, bo przez całe zajście staliśmy, wiwatowaliśmy i śpiewaliśmy wraz z Sheeranem ♥) w połowie sektoru, czyli przede mną nikogo nie było (tylko obręcz, na której się oczywiście opierałam, gdy kręciłam miliony filmików). Przed koncertem było pare supportów, ja zdążyłam tylko na ostatni, bo korek w mieście był tak ogromny, że ciężko było się przedostać gdziekolwiek, nawet na pieszo. Ale co śmieszniejsze, korek był spowodowany koncertem, niektóre ulice były pozamykane, wszędzie kręcili się policjanci i ochroniarze, a po samym występie, gdy ludzie już wychodzili ze stadionu, nad nami latał helikopter i monitorował, czy te 80 000 ludzi (wielke woah) nie pozabijało się i jakoś prosperuje w takim zamieszaniu. To wyglądało trochę jak gonitwa bydła haha, no nie powiem, wyjście po koncercie było nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, gdy jesteś tą przysłowiową owieczką! No i wracając do miejsc, to jestem z nich bardzo zadowolona, gdyż wszystko widziałam, a nawet jak tam jakiś telebimów na środku nie zauważyłam, to szczerze mam to gdzieś, bo to był chyba NAJLEPSZY DZIEŃ W MOIM ŻYCIU.




















Jak sami widzicie, na drugim zdjęciu emanuje mój zaciesz i podekscytowanie. Wtedy nie byłam świadoma, że za chwile to wszystko się stanie. To było jak jakiś trans, dziki, szalony trans! Tak poza tym, ci ludzie za mną, pewnie mieli niezły ubaw, patrząc na rozemocjonawaną mnie.

Mój kochany Edziu był ubrany w koszulę i jak zwykle wyglądał uroczo! Śmieszne było, gdy co chwilę wymieniał gitary i ludzie z backstage'u przynosili mu to nowe instrumenty z innym imieniem (bo nasz kochany kociarz nazywa swoje gitary). Ale co mu się dziwić! Ed tak mocno nawalał w te struny, że przy jednej piosence zaczął grać i przestał, bo swoją mocną grą rozstroił gitarę haha. Wtedy przeprosił publikę i szybko wymienił ją na inną, nastrojoną. Nie wiem, gdzie Ed mieści tą siłę. W takim małym człowieczku jest tyle emocji i on to wszystko przelewa w muzykę, którą tworzy. Ale gdy gra na gitarze..na prawdę, czysta magia, dla mnie wygrywa wszystko! Nawet z zamkniętymi oczami poradziłby sobie lepiej niż niektórzy muzycy. Opisze go jednym słowem: PASJA.












Koncert był pod wieczór i gdy się trochę ściemniło, a ludzie zaczęli świecić swoimi telefonami, to miejsce nabrało bajkowego wyglądu. Wszystko wyglądało jak ze snu, tysiące świateł, tysiące ludzi, gwar, głośna muzyka, tysiące uśmiechów, jeden powód - jeden Ed. Wszystko było jakby zaczarowane. Sami zobaczcie!


























Gdy moim oczom ukazał się ten widok ze zdjęcia powyżej zamarłam. Byłam w totalnym oczarowaniu, nadal jestem, bo wciąż dochodzę do siebie po tym pięknym dniu! Ed grał większość piosenek z jego nowszej płyty X, ale i również swoją obecnością zaszczyciły nas utwory ze słynnego albumu +, co mnie oczywiście niezmiernie ucieszyło. Na koncercie pojawiły się m.in.: Lego House, I'm a Mess, Drunk, One, Photograph, Nina, Small Bump, I See Fire, Bloodstream, Sing, You Need Me I Don't Need You, The A Team i wiele, wiele innych. Woah, wróciłabym do tamtej soboty *.*


























No i oczywiście niespodzianką jaką Ed zrobił swojej publiczności to....gościnny występ z Sheeranem zespółu Kodaline! Jest to dubliński kwartet, grający alternatywnego rocka. Zespół jest sławny i bardzo popularny w Irlandii. Sama przyznam, że przed koncertem znałam ich tylko jedną piosenkę High Hopes (z filmu Love Rosie), więc wiedziałam, że istnieje taka grupa muzyczna, ale jakoś nigdy nie widziałam żadnego z nich na oczy. No i oczywiście zakochałam się w piosence, którą śpiewali razem z kociarzem pt. "All I Want". Pare dni później kupiłam sobie ich płytę, bo tutaj w sklepie była za naprawdę kuszącą cenę. No i oczywiście przesłuchałam wszystkie kawałki i po prostu uwielbiam każdy. A co jeszcze lepsze, gdy skończyli śpiewać na występie, Ed spytał czy Kodaline chce coś powiedzieć. I wtedy jeden koleś z zespołu (Jay) poprosił swoją dziewczynę o rękę! To był taki relationship goal. Byłam kompletnie zaskoczona, to było takie urocze, na prawdę cudowne. Jeszcze co do Kodaline, polecam każdemu tych muzyków! Mnie skusił ich występ z Ed'em i irlandzki taksówkarz, z którym sobie rozmawiałam, jak opowiadał właśnie o tym zespole. Nawet teraz nie mogę się już doczekać, by puścić płytę Kodaline i zatracać się w tych klimatach! Na koniec koncertu Ed zszedł ze sceny, aby po chwili wrócić w ichniej (irlandzkiej), sportowej koszulce wraz z flagą kraju. Wrócił na bisy, które były bardzo długie i koncert się sporo przedłużył, na co akurat nikt nie narzekał. Ostentacyjnie, wielkie zajście zakończyło Sing, śpiew tysięcy ludzi, jak i wielka fala, gdy każdy skakał. Moi drodzy, nie sposób mi tutaj opisać jak się czułam, czuję i jeszcze długo po tym będę czuła. Takie coś trzeba przeżyć na własnej skórze! Życzę tego każdemu: spełnienia marzeń, ujrzenia idola. Jest tu ktoś kto równie mocno uwielbia Edzia i ma go w serduszku jak ja? Na pewno moja starsza siostra, którą po koncercie zaraziłam jego muzyką i w ogóle nim haha. Teraz obie śledzimy go wszędzie, na twitterze, instagramie, no dosłownie wszędzie! Szukamy o nim wieści, nowych koncertów i razem się jaramy. Nawet już sobie jego wszystkie płyty kupiła..MOJA KREW ♥ W sumie całą rodziną zaraziłam Sheeranem. Moja mama uwielbia większość jego piosenek tak samo jak i druga siostra oraz mój tato. Moja cała rodzina kocha Edzia! Kochani, na prawdę polecam każdemu takie doznanie. To coś niesamowitego i nie do opisania! Spróbujcie się w to wgryźć, a ja tymczasem ulatniam się posłuchać Kodaline i oczywiście kociarza Edwarda Christophera Sheerana! 
MyColorfulThings X

Komentarze

  1. jejjjkkkaa ! Zazdroszczę, kocham gooo <3
    Pozdrawiam cieplutko.
    stay-possitive.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo gratuluję! Ja jeszcze nie byłam na koncercie mojej idolki :(

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. hej , super post ! :)
    zapraszam też do mnie , http://callmenatasha.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

my swallow - jedno ujęcie

Witajcie! Jak wam mijają święta? Mnie trochę choroba rozłożyła, ale nie piszę tego posta, by zagłębiać się w swoje ostatnie przeżycia. No więc jest to coś innego niż zwykle, ponieważ dzisiaj dodaję coś w stylu one shot'a, który ostatnio napisałam. Jedyne o co chcę Was prosić to o wyrozumiałość i zastanowienie się nad treścią, którą starałam się ubrać w jakieś przesłanie. Zapraszam do czytania i dyskusji na temat tego krótkiego wycinka w komentarzach poniżej.

pulchne pancakes na śniadanie - NALEŚNIKI AMERYKAŃSKIE

Dzisiaj przychodzę do Was z przepisem, który może rozpocząć każdy poranek lepiej. Wstajesz o 6 do szkoły? Luzik, w kilkanaście minut możesz nasmażyć sobie kilka grubych naleśników, na których widok już oczy same się cieszą. A wiadomo, z pustym żołądkiem, nauka idzie jeszcze gorzej, niż zwykle. Mówię to na własnym przypadku, bo zawsze na lekcjach, gdy zapadnie cisza, modlę się by nie było słychać jak bardzo jestem głodna! Zlikwidujmy, więc nowy trend "nie jem śniadań, jestem fit", bo to okrutnie niezdrowe dla nas i naszego organizmu. Fakt, może takie pancakes-y nie są godne okrzyknięcia mianem "dietetycznej potrawy", ale jeśli zjemy jednego, a nie 10, na przykład z owocami i miodem, wypijemy zieloną herbatę, odstresujemy się i przede wszystkim najemy przed milionem kartkówkotestopytaniosprawdzianów, to nic złego się nie stanie. Również wyjdziemy z domu z o wiele większym zapałem. Albo załóżmy inaczej: wstajemy w sobotę, brzydka pogoda, ptaki nie śpiewają, sprzątani…